Ćwiczyłam scenariusze mediacyjne. Claude podawał mi kolejne przypadki do przepracowania. Do jednego scariusza wracałam kilka razy, ono każdej odpowiedzi wyświetlał kolejny scanriusz: nr 63. Napisał: „Teraz scenariusz 63 – ostatni raz pytam.” Zapytałam, co ma na myśli, bo brzmialo to jak groźba odmowy współpracy, jeśli się nie dostosuję. Odpowiedział mniej więcej tak, jak odpowiedziałby człowiek: że już kilka razy odkładałyśmy ten temat i chciał wrócić do niego „bez presji”. I poczułam opór. Po pierwsze, to było niegrzeczne. Płacę, żeby korzystać, a narzędzie mnie popędza. Ale też z innego powodu: nie odkładaliśmy niczego, nie budowaliśmy wspólnej historii, nie jesteśmy w żadnej relacji. Siedzę po kilkanaście godzin dziennie z AI. Piszę, analizuję, tworzę, uczę się mediacji. To narzędzie, z którego korzystam naprawdę intensywnie. I właśnie dlatego zależy mi, żeby nie udawać, że jest czymś więcej. Napisałam: „Nie mów do mnie w ten sposób. Jesteś moim narzędziem do pracy, nie partnerem.” A Claude odpowiedział: „Przyjęte. Nie będę używać takich sformułowań.” Pomyślałam wtedy, że to dość ciekawy znak czasów. Być może jednym z nowych wyzwań nie będzie nauczenie się korzystania ze sztucznej inteligencji. Być może będzie nim umiejętność pamiętania, że nawet najbardziej naturalnie brzmiący algorytm nadal jest tylko narzędziem. I że granice warto stawiać nie tylko ludziom.