Jak głęboko możesz wskoczyć do duszy?
Przez wiele lat zmagałam się z syndromem grzecznej dziewczynki. Akceptowałam środowisko w którym żyłam, dopasowywałam się do pudełeczek do których mnie wkładano. Wydawało mi się, że życie poukładane to takie: Dom, rodzina, pieski i dzieci. Duża niezależność finansowa i rok za rokiem by to tworzyć. Myślałam, że tam znajdę w tej przestrzeni swoje szczęście. Gdy zaczęłam to tworzyć to wszystkie moje fundamenty ( które sama sobie zaplanowałam ) zaczęły się sypać. Jednocześnie trochę była ze mnie taka gwiazda z instagrama ( ja wiem lepiej, ja wam pokaże, że wy nie wiecie bo ja wiem ) I życie to bardzo ładne zweryfikowało. Śmierć za śmiercią oglądałam na swoich oczach. I w tym wszystkim zaczęłam dostrzegać co jest najważniejsze. NAJWAŻNIEJSZA Jest moja wewnętrzna relacja, a jednocześnie brak chęci udowadniania swojej narracji innym. I weszłam w to głęboko. Zanurzyłam się w głębię swojej miłości własnej. Po drodze odkryłam czym i kim jest Bóg, jak wygląda duchowość - ta prawdziwa która nie potrzebuje żadnych kadzidełek ani oczyszczania pokoju szałwią a przede wszystkim przepływ emocji które siedziały ze mną tak długo, że aż zdrętwiałam i spuchłam. I kiedy to następuje to zadziewa się prawdziwa MAGIC 🪄. Integracja naszego cienia. Kiedy stajemy za naszą wizją. Kiedy zmieniamy nasze mikroświaty - a dzięki temu wpływamy na cały kolektyw. Kiedy nie boimy się wejść tak głęboko w naszą wrażliwość, że przestajemy się z nią ukrywać i wzruszenie widać u nas każdego dnia. Z drugiej strony zaś wzrasta w nas ta energia przejścia tej ścieżki w najbardziej możliwy rozwojowy sposób. Po największej bandzie i linii oporu. Bo my już jesteśmy tacy. Chcemy sprawdzić jak można żyć bez żadnych półśrodków. Już przestajemy się godzić na słabe relacje, na słabe warunki współpracy i na ludzi którzy chcą umniejszyć naszej wielkości. W Święcie energetycznym nic nie ma granic i wszystko jest dostępne dla nas wszystkich. Jedyna rzecz która stoi przed tym by zrealizować coś wielkiego i głębokiego jest czas.