Te plastikowe pudełka, przewijanie kaset i półki, na których Van Damme, Arnold, Stallone i Willis patrzyli na nas jak bogowie. Szczerze? Łatwiej było znaleźć filmów, których nie widziałem.
Po każdym seansie robiłem pompki w pokoju, biegałem po osiedlu, napinałem mięśnie przed lustrem. Chciałem być jak oni. Silny. Niezniszczalny. Gotowy.
Brakowało mi jednego: wiedzy i dyscypliny. Była zajawka, była inspiracja, ale nikt nie nauczył mnie, jak to przekuć w realną siłę.
Dziś jestem trenerem. Ojcem. Dorosłym facetem, który ma narzędzia, plan i konsekwencję. I wiesz co? Ta sama nostalgia nadal działa. Tylko teraz nie kończy się na marzeniach – kończy się na treningu, rutynie i rozwoju.
Patrzę na współczesnych mężczyzn i myślę jedno: gdybyśmy wrócili do tych filmów i wprowadzili choć małe zmiany – silniejsze ciało, lepszą kondycję, więcej dyscypliny – świat wyglądałby inaczej. Spokojniejszy. Mocniejszy. Zdrowszy!
To nie są tylko filmy. To są archetypy.
Jeśli masz syna, Twoim obowiązkiem jest pokazać mu te filmy jako część jego drogi do bycia silnym mężczyzną. A potem wstać z kanapy i dać mu przykład.