U mnie ten schemat wygląda tak:
pojawia się pomysł → czuję „och tak, to jest właśnie to” → widzę w głowie, jakie to będzie dobre → dostaję strzał dopaminy…i na tym się kończy.
Nic nie powstaje. Ekscytacja jest tak wysoka, że nie mogę zabrać się za działanie i zamiast realizować ten genialny pomysł... zajmuję sie czymś innym. Ekscytacja opada. A ja zostaję z kolejnym „świetnym pomysłem”, który nigdy sie nie urzeczywistnił.
Zaczęłam sobie uświadamiać, że sama ekscytacja bywa nagrodą, która zastępuje działanie. I że jeśli na niej się zatrzymam, to układ nerwowy ma już wszystko, czego potrzebował, a ja nic z tego nie mam. Ani produktu, ani pieniędzy ani doświadczenia.
Dlatego wprowadzam u siebie jedną prostą zasadę i publicznie się do niej zobowiązuję:
👉 Na koniec dnia zadaję sobie pytanie: Jakie realne aktywo dziś zbudowałam? Najmniejsze. Nawet jeśli to tylko:
– spis treści
– szkic
– jedna wysłana wiadomość
Nie „czy to ma sens” albo „czy to już gotowe”.Tylko: czy coś faktycznie powstało.
Chcę, żeby ekscytacja przechodziła w działanie, a nie kończyła się na tym przyjemnym: „och tak, to jest właśnie to i będzie bosko”.
Jestem ciekawa:
– czy znacie ten mechanizm u siebie?
– czy ekscytacja pomysłem Wam pomaga… czy raczej was rozbraja?
Jeśli macie ochotę, podzielcie się.